Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin
4184630

OOOOOOOooooooo..... MNIE!

avatar Ten blog rowerowy prowadzi jeden z największych trzepaków Ifson z wsi Lublin. Przebieg mój 24812.18 kilometrów w tym 4350.25 w dziczy. Moja średnia jest niesamowicie ciekawa!25.09 km/h i się wcale nie chwalę, tfu! Chwale się !
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wstecz! button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Znajomi

Moja stadnina

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Ifson.bikestats.pl

Archiwum bloga

Dane Survivalu:
54.00 km 50.00 km teren
02:54 h 18.62 km/h:
Maks. pr.:54.20 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

ŚLR Sandomierz

Niedziela, 6 maja 2012 · dodano: 07.05.2012 | Komentarze 1

Ostatni raz jadę z jednych zawodów na drugie.. Nie czuje nóg, mimo że już poniedziałek i 8.00. Ręce bolą jak..
No ale dobra jazda była. Trasa była po prostu zajebiście zrobiona. Zjazdy, podjazdy.. no to coś pięknego. Troszeczkę przesadzili z jazdami po sadach, była to dla mnie monotonna jazda która ciągnęła się i ciągnęła. Bałem się momentami zjechać, ale presja że z tyłu jadą pozwalała mi na zjechanie ze wszystkich gór.
No ale ok. Krótkie streszczenie dostaliście to teraz zaczynam.
Ustawiliśmy się z kolegą prawie na ostatnim końcu. Na samym starcie, starcie honorowym staraliśmy się ciut powyprzedzać bo później to będzie masakra. Coś tam się udało. Na dzień dobry mocny podjazd po kocich łbach tam niektórzy na chodnik wskakiwali. Mnie przyhamowali bo wypadeczek mieli, ojoj.
Dalej na podjeździe terenowym wszedł mi patyk w szprychy, dość gruby.. Musiałem znów się zatrzymać, a moja pozycja spada. Powoli zacząłem wyprzedzać z lewej, prawej. Kiedyś wyprzedzanie było fajne, wczoraj mnie to denerwowało. Chyba na drugiej pętli dojechałem do fajnej grupki, jechaliśmy razem ze zmianami. I tak przez kilkadziesiąt KM. Nagle czuje, że mną miota z tyłu. Patrze kapeć... Jezu, stoję ja patrzę co jest w sakwie. Brakuje Łyżek. <facepalm> Dobrze że była to mała dziura, to ciągle dopompowywałem aż dojechałem na asfalt. Wtem koleś maratończyk rzucił mi łyżki i dzięki niemu dojechałem do mety!! A zostało mi jeszcze z 20ileś kilosów.
Zrobiłem szybko i jazda. Przez moją głupotę wyprzedziło mnie z 40 osób. Już nie miałbym szans być z przodu a byłem! Więc, jechałem już żeby dojechać.. Na ostatniej pętli czułem jakby ktoś mnie przywiązał w okół pasa, brzuch bolał mnie strasznie.. Ale co poradzić, fajnie było!




Komentarze
gello1
| 06:24 poniedziałek, 7 maja 2012 | linkuj nie łam się. Trza być twardym a nie miętkim:D
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!